667 views, 11 likes, 8 loves, 4 comments, 7 shares, Facebook Watch Videos from Dzieci Maryi-Komorowice: Do szopy, hej, pasterze Dzisiaj w Betlejem Gdy sie Chrystus rodzi Gdy śliczna Panna Jezus malusieńki Jezusa narodzonego wszyscy witajmy Lulajże, Jezuniu Mizerna, cicha, stajenka licha Przybieżeli do Betlejem pasterze Wśrod nocnej ciszy Year/Date of Composition Y/D of Comp. 2017-19 Dedication Oskar Composer Time Period Comp. Period III Spotkania Chórów Kolędujących 11.01.2014Szkoła Podstawowa nr.2 z oddziałami integracyjnymi Środa Wlkp. Kliknij "subskrybuj", by dostawać powiadomienia o wrzucanych na mój kanał filmach. Nagranie "na żywo". Organy Paweł Piotrowski. Do szopy, hej pasterze,Do Szo PRZYBIEZELI DO BETLEJEM PÓJDŹMY WSZYSCY DO STAJENKI by PIOTRA I PAWLA; Emila Siwaka. DO SZOPY, HEJ PASTERZE. Addeddate 2021-12-18 02:04:45 Boxid IA40277140 Polish: ·nominative/accusative/vocative plural of szop··inflection of szopa: genitive singular nominative/accusative/vocative plural "Do szopy hej pasterze" - gra Dionizos - mgr inż. Dionizy Brylka, towarzyszy zespół "Alleluja" prowadzony przez p.mgr Beatę Sikora. Nagrania dokonano 24.01.2 aNJPA. Szopy pracze podchodzą do domostw. Niszczą uprawy. Zdarzyło się nawet, że zaatakowały dzieci. Mieszkańcy proszą o pomoc, bo sami nie są w stanie poradzić sobie z tymi szkodnikami. w kreskówkach i mają słodkie pyszczki. Ale w prawdziwym świecie przenoszą groźne choroby i są wielkimi szkodnikami. Szopy pracze, bo o nich mowa, nie tylko niszczą uprawy i zabijają mniejsze zwierzęta. - Ostatnio jeden z nich zaatakował moje córki – mówi mieszkaniec Dąbroszyna. Zbigniew Deicksler mieszka z rodziną w Dąbroszynie. Poniemiecki dom z dużym ogrodem. Dalej linia kolejowa, łąki i tereny Parku Narodowego „Ujście Warty”. Bliskość przyrody, spokój, zieleń. Sielanka? Nie do końca. Problemy pana Zbigniewa, jego rodziny i innych mieszkańców Dąbroszyna zaczęły się w 2019 r. Wtedy zauważyliśmy na naszych podwórkach pierwsze szopy pracze. Było już po zmroku, gdy między krzewami winogrona zobaczyłem świecące punkciki. Ich oczy są charakterystyczne. W nocy błyszczą jak oczy kota, tylko większe. Wtedy nie wiedziałem jeszcze co nas czeka. Od tego czasu jest tylko gorzej – przyznaje pan Zbigniew. Szopy zaczęły coraz śmielej podchodzić do zabudowań. Niszczyły plony, wyjadały owoce i warzywa z ogrodów. Nie boją się ludzi. Świetnie pływają, kryją się w trawie i sprawnie wspinają się na drzewa. Pan Zbigniew kupił nawet klatki i zaczął szopy wyłapywać. Wywoził je kilkanaście kilometrów dalej. Jednak szybko zorientował się, że to nie rozwiąże problemu. Tym bardziej, że zwierzęta wracały. – Raz pomalowałem im tyłki farbą. Następnego dnia ten, którego wywiozłem, ponownie złapał się do klatki – mówi mężczyzna. Z roku na rok szopów jest więcej. Wystarczy spojrzeć na pobocza dróg. Między Kostrzynem nad Odrą, a Witnicą pod koniec czerwca leżały co najmniej cztery potrącone, nieżywe szopy. Uważajcie! Banda szopów praczy grasuje nad OdrąSzop rzucił się na dzieciW 2021 r. pan Zbigniew złapał do klatek 39 szopów. W tym roku już blisko 30. – Zazwyczaj były aktywne w lipcu i sierpniu, w tym roku zaczęły podchodzić do domów już na początku czerwca – mówi. Zagryzał zęby, gdy szopy niszczyły mu ogródek. Raz zmarnowały całe poletko kukurydzy. Połamały wszystkie łodygi, zniszczyły niemal dojrzałe kolby. Wyjadały marchewki i owoce z grządek. Miarka przebrała się w Boże Ciało. Wtedy córki pana Zbigniewa poszły zbierać truskawki. W pewnym momencie na 3 i 9-latkę rzucił się szop. Odstraszyła go stojąca w pobliżu matka dziewczynek. – Stwierdziłem, że coś trzeba z tym zrobić. Przecież te zwierzęta przenoszą całą masę groźnych chorób i bakterii. Aż strach pomyśleć co by się stało, gdyby szop ugryzł albo podrapał moje dziecko – przyznaje pan Zbigniew za własne pieniądze kupił klatki, do których wyłapuje szopy, grasujące po jego posesji. Ale to nie rozwiązuje problemu. Gmina obiecała pomóc. Zbigniew DeickslerOd Annasza do KajfaszaMężczyzna zaczął dzwonić po urzędach i instytucjach. Wykonał kilkadziesiąt telefonów. Koła myśliwskie, nadleśnictwa, park narodowy. Wszyscy odsyłali go gminy, która zgodnie z prawem ma obowiązek zapewnienia bezpieczeństwo mieszkańcom i odpowiada za ochronę przyrody na swoim terenie. – Problem w tym, że gdy napisałem pismo do gminy, to ta przekazała moje pismo znowu do Nadleśnictwa Dębno, Parku Narodowego „Ujście Warty” oraz do koła łowieckiego „Celuloza” w Kostrzynie – mówi mężczyzna. – Zacząłem prosić o pomoc w gminie. Domagałem się pomocy, jakiekolwiek interwencji. Początkowo rozmawiano ze mną, później przestano nawet odbierać telefony. Tak, jakby nikt nie miał pomysłu na rozwiązanie problemu. A działać trzeba, bo problem narasta dosłownie z miesiąca na miesiąc i te zwierzęta zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców – siedział na lampie. Zwierzę postawiło na nogi strażakówSzopy to ogromny problemProblem z szopami nie jest niczym nowym. Walczy z nimi Kostrzyn nad Odrą (tu monitorowano nawet piasek w piaskownicach w poszukiwaniu bakterii, roznoszonych przez szopy), od lat zwalcza je też Park Narodowy „Ujście Warty”. Niedawno w pobliskim Bogdańcu udało się zrealizować projekt, dzięki któremu kupiono klatki i odławiano i uśmiercano te zwierzęta. – To gatunek obcy i inwazyjny, dlatego czyni w naszym ekosystemie ogromne spustoszenie. W ramach projektu kupiliśmy pułapki, odławiamy teraz kilkanaście szopów rocznie, przekazujemy je do instytutów badawczych, aby badać zagrożenia, jakie wiążą się z tym gatunkiem – mówi Piotr Pietkun, nadleśniczy z Nadleśnictwa Bogdaniec. Roznoszą choroby, są niebezpieczneSzopy po złapaniu są uśmiercane i utylizowane. Wielu mieszkańców nie zdaje sobie sprawy, jakie zagrożenia niosą ze sobą te zwierzęta. Te z pozoru urocze zwierzaki roznoszą choroby zakaźne i pasożytnicze, takie jak wścieklizna, leptospiroza, listerioza, tężec. Mają w swoim organizmie ogromną liczbę nicieni. Należy zachować duże środki ostrożności nawet podczas sprzątania z ulicy nieżywego, potrąconego szopa. Tymczasem niedawno ogólnopolskie media obiegły informacje o szopach, które odpoczywały sobie na latarniach ulicznych. Tak było 4 maja tego roku w Kostrzynie nad Odrą. Wówczas na miejsce wezwano strażaków. – Trzeba było zadzwonić po myśliwych i po prostu tego szopa zastrzelić – słyszymy od osób, które walczą z populacją szopa pracza. Polskie prawo pozwala bowiem na polowanie na te zwierzęta. Problem w tym, że myśliwi robią to niechętnie. Anonimowo przyznają, że to się po prostu nie opłaca. Koszty naboju i konieczność późniejszej utylizacji zwierzęcia są zbyt duże. Poza tym myśliwi nie mogą strzelać w sąsiedztwie zabudowań. A to właśnie coraz częściej w pobliżu domów żyją te zwierzęta. Stawianie pułapek jest uciążliwe- Co roku opiniujemy plany łowieckie. Za każdym razem podkreślam w nich, aby koła łowieckie znosiły limity odstrzału na szopy pracze. To jednak tylko opinia, która dla myśliwych nie jest wiążąca. Z szopami, ale też norkami amerykańskimi i innymi gatunkami inwazyjnymi walczymy na terenie naszego parku od lat. Wspólnie z czterema innymi polskimi parkami narodowymi realizowaliśmy projekt usuwania gatunków obcych, kupiliśmy klatki do ich wyłapywania. Część klatek wypożyczaliśmy do Kostrzyna na Odrą, później samorząd kupił swoje klatki. Ale stawianie pułapek jest dość uciążliwe, wymaga sporego nakładu czasu i pracy – mówi Konrad Wypychowski, dyrektor Parku Narodowego „Ujście Warty”. I przyznaje, że szopy pracze są dużym problemem. Jak sobie z nimi poradzić? To musi być wspólne działanie wielu instytucji na dużym terenie. Przykład nutrii, z którą również mieliśmy w Polsce problem pokazuje, że zwalczenie gatunków inwazyjnych może trwać długo. W przypadku nutrii zajęło to 30 lat – przyznaje K. Wypychowski Wyłapane na terenie lubuskiego parku narodowego szopy posłużyły m. in. jako obiekty badań dla Instytutu Ochrony Przyrody w Krakowie, gdzie prowadzone są badania na temat genetyki i pasożytów występujących u tych zwierząt. Gmina zareagowałaCzy problem mieszkańców Dąbroszyna uda się rozwiązać? - Będziemy chcieli zakupić pułapki, żeby odławiać szopy pracze i pomóc mieszkańcom. Mamy też uchwałę rady miasta, pozwalającą dofinansowywać odstrzał gatunków inwazyjnych. Podjąłem decyzję o zwołaniu spotkania ze wszystkimi zainteresowanymi stronami. Spróbujemy zmierzyć się z tym problemem – mówił nam w środę, 29 czerwca burmistrz Witnicy Dariusz Jaworski. Tego samego dnia pan Zbigniew dostał zaproszenie do urzędu gminy. – Reakcja gminy bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. W środę wieczorem przyjechał do mnie burmistrz, na własne oczy zobaczył jak wygląda sytuacja. Gmina kupiła sześć klatek. Będą rozstawione w miejscu, gdzie pojawiają się szopy. Zwierzęta będą zabierane przez łowczego. Takie są ustalenia. w czwartek byłem w urzędzie gminy. Zapewniono mnie, że problemu tak nie zostawią. Mam nadzieję, że sprawę szopów w końcu uda się rozwiązać – mówi pan Zbigniew. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera Drewniane albo murowane pomieszczenia gospodarcze do przechowywania węgla, drewna, makulatury, narzędzi, niepotrzebnych mebli. naczyń, ubrań i innych przedmiotów niekoniecznie codziennego użytku coraz szybciej znikają z krajobrazu Dolnego Miasta. Gdzieniegdzie jeszcze ostatnie tego typu komórki można zobaczyć wchodząc na tyły domów i odwiedzając niektóre podwórka. A przecież jeszcze nie tak dawno takie właśnie szopy stały na tyłach ulicy Kurzej, Królikarni, Szczyglej, Ułańskiej czy też Sadowej. Kto wie czy za jakiś czas nie doczekamy takiej chwili w której faktycznie jedynym wspomnieniem po szopach na Dolnym Mieście będzie wyłącznie ulica Szopy. Ulica, która jak można się domyślić, swoje pochodzenie ma właśnie od takiego słowa. A swoją drogą będzie stanowiła dowód, na to, że to co najstarsze, potrafi przetrwać najdłużej. Albowiem pierwsze wzmianki o tej ulicy pochodzą już – proszę sobie wyobrazić – z 1379 roku. Przez wieki całe jej oryginalna nazwa brzmiała Mattenbuden, co w tłumaczeniu daje powiązanie dwóch słów. Rzeczownik Matten oznacza maty, a słowo Buden to nic innego jak budynki, które budami czy też jak kto woli szopami były zwane. Znając pochodzenie tego zlepku dwóch wyrazów – można sobie zatem łatwo wyobrazić taki właśnie rząd mniejszych lub większych szop i szopek stojących równolegle do prawego brzegu Nowej Motławy. A w każdej z nich albo czasami przed nimi jedną lub kilka osób, które trzymając w rękach wiązki trzciny albo pojedyncze źdźbła słomy przeplatały je lub wiązały w taki sposób, aby otrzymać klasyczną matę. Matę, która miała kiedyś zdecydowanie szersze zastosowanie. Począwszy od przykrycia wszelkich ładunków przewożonych na tratwach czy transportowanych wozami konnymi – np. do pobliskich spichlerzy, poprzez zabezpieczenie towarów sprzedawanych na tak popularnych w dawnym Gdańsku różnych rynkach i ryneczkach; zapewnienie ochrony przed palącym słońcem; wchłanianie nadmiaru wilgoci w ulach, zabezpieczenie pni drzewek owocowych albo róż piennych przed zimą, a na zwykłym materiale budowlanym kończąc. W miarę upływu czasu wspomniane niewielkie zabudowania i warsztaty rzemieślnicze zaczynały być zastępowane większymi i wyższymi domami, które ostatecznie stworzyły klasyczny rząd kamienic. Kamienic w których na parterze najczęściej działał jakiś lokal usługowy (sklep, fryzjer, bank, restauracja), na pierwszym piętrze mieszkał właściciel, a pozostałe mieszkania (na drugim lub maksymalnie trzecim piętrze) wynajmowane były w celach zarobkowych. Proszę przyjrzeć się widokowi na załączonej pocztówce z początku XX wieku albo przeczytać dla przykładu jakie estetyczne zmiany zaplanowane zostały na tej ulicy w 1927 r. Mniej więcej 100 lat temu na na ulicy Mattenbuden stało 38 budynków. A wśród nich, o czym nie wszyscy wiedzą, pod numerem 14 znajdował się „Hotel zu den zwei goldenen Hirschen” czyli „Hotel dwóch złotych jeleni” . Dziesięć lat później na ulicy Mattenbuden 30/31 działała „Daschraufa” – Gdańska Fabryka Śrub i Tokarnia Fasonowa. A w 1930 r. pod tym samym adresem funkcjonowało przez jakiś czas przedstawicielstwo firmy NSU produkującej motocykle. W latach 1838-1939 z drobnymi przerwami funkcjonowała na ulicy Szopy synagoga. Po wojnie nazwa ulicy została skrócona i od tego czasu wszystkie budynki tam stojące czyli kilka jedenastopiętrowych wieżowców pobudowanych kilkadziesiąt lat temu i cztery zdecydowanie młodsze kamieniczki, które mają nawiązywać do wyglądu przedwojennej pierzei ulicy Mattenbuden przypisane są do ulicy Szopy. Przedłużeniem omawianej ulicy idąc w kierunku południowym w głąb Dolnego Miasta jest Kamienna Grobla. Natomiast idąc w drugą stronę można dostać się prosto na ulicę Szafarnia. Czarno-białe zdjęcie komórek z ulicy Szuwary jest autorstwa p. Eugeniusza Kozłowskiego. Oryginalna pocztówka podpisana jako „Blick auf Mattenbuden II” pochodzi z kolekcji Opowiadaczy Historii. Artykuł o dostosowaniu wyglądu domów do stylu nowego ukazał się w Gazecie Gdańskiej „Echo Gdańskie” , nr 135 str. 5. Natomiast anons o fabryce śrub pochodzi ze Spisu abonentów sieci telefonicznej Okręgu Dyrekcji Poczt i Telegrafów w Bydgoszczy: w marcu 1926 r., str. 308. Autor artykułu: Jacek Górski. Przeczytaj także: Parada cyrkowa na ulicy Szopy i Długie Ogrody PROGRAM KONCERTU „DO SZOPY, HEJ PASTERZE” [wersja do druku tutaj] Kościół pw. Św. Krzyża w Łapach, 19 stycznia 2014 roku godz. I. Zespół DePe 1. Wśród nocnej ciszy, 2. Adeste Fideles, 3. Gdy się Chrystus rodzi II. Chór parafialny 1. Zaśpiewam Jezuskowi 2. W środku przebudzonej nocy 3. Bracia patrzcie jeno III. Dzisiaj w Betlejem 1. Aleksandra Łapińska – fortepian 2. Katarzyna Bagińska – fortepian 3. Emilia Serwin – fortepian 4. Hanna Pochodowicz – fortepian IV. Mizerna cicha 1. Michał Krassowski – flet poprzeczny 2. Michał Jarczewski – gitara 3. Łapińska Weronika – keyboard V. Mędrcy świata 1. Izabela Gąsowska – fortepian VI. Jingle Bells 1. Oskar Misiewicz – fortepian 2. Kamil Tłoczko – fortepian 3. Aleksandra Karasiewicz – fortepian 4. Wiktoria Bajda – fortepian 5. Zofia Porowska – fortepian VII. Gdy się Chrystus rodzi 1. Dawid Malinowski – akordeon 2. Marek Dowejko – keyboard 3. Daniel Holak – organy VIII. Lulajże Jezuniu 1. Zuzanna Dworakowska – skrzypce 2. Zuzanna Warpechowska – keyboard 3. Klaudia Szpakowska – saksofon IX. Oj maluśki 1. Michał Leżanka – fortepian X. Wśród nocnej ciszy 1. Anna Skłodowska – fortepian XI. Z narodzenia Pana 1. Filip Andrzej Wojtulewicz – keyboard XII. Hej w dzień narodzenia 1. Dominika Łapińska – fortepian XIII. Gdy śliczna Panna 1. Simon Al-Attar – fortepian XIV. W żłobie leży 1. Aleksandra Łapińska – fortepian XV. Do szopy, hej pasterze 1. Julia Trzaska – saksofon XVI. Cicha noc 1. Magdalena Perkowska – saksofon XVII. Pójdźmy wszyscy do stajenki 1. Weronika Gąsowska – saksofon 2. Agata Galent – fortepian 3. Magdalena Perkowska – saksofon XVII. Bóg się rodzi 1. Weronika Dworakowska fortepian 2. Agata Galent – fortepian 3. Joanna Niewińska – trąbka XVIII. Przybieżeli do Betlejem 1. Damian Przedlacki – fortepian 2. Julia Trzaska – saksofon 3. Julia Serwin – fortepian 4. Jakub Łupiński – akordeon 5. Antonina Kucharska – fortepian 6. Paweł Gąsowski – akordeon 7. Radosław Skorupki – fortepian 8. Łukasz Dworakowski – keyboard 9. Sandra Brzozowska – fortepian XIX. Kolędy wspólnie: Choinkowe święta, Pójdźmy wszyscy do stajenki, Do szopy hej pasterze Keyboard: Daniel Holak Saksofony: Magdalena Perkowska, Weronika Gąsowska, Klaudia Szpakowska Gitara: Hubert Skrobański Śpiew: wszyscy Szymon Ryś – perkusja, Marcin Nagnajewicz – akordeon, Jan Kacprowski – saksofon, Piotr Wilk, Adam Januszkiewicz – fortepian Mirosław Bobowik – keyboard, Maria Nagnajewicz – flet poprzeczny, Piotr Krakowiak – skrzypce. Nawigacja wpisu Dom Kultury w Łapach organizuje koncerty, festyny, pokazy filmowe, multimedialne, wydawnictwa, konkursy , plenery fotograficzne, plastyczne, dni teatru „Jakie Betlejem? Przecież Chrystus urodził się w Krakowie” – powtarzają w żartach twórcy szopek krakowskich. Odwiedziliśmy wystawę poświęconą tym wyjątkowym dziełom. Najmniejsza szopka ma wysokość 8 cm i została umieszczona na łyżeczce do herbaty. Nieco tylko większą wpasowano w krakowski obwarzanek, a inną, równie małą, ustawiono na kolorowym talerzyku. Najwyższa sięga 3,2 m. Wszystkie pięćdziesiąt szopek, zaprezentowanych w warszawskim pałacu Pod Blachą, łączą śmiałe nawiązania do krakowskiej architektury. – Takie stajenki są ewenementem na skalę światową. Dlatego trzy lata temu zostały wpisane na Listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości UNESCO – mówi „Gościowi” Katarzyna Rogalska, kuratorka wystawy „Szopki krakowskie”. Na bogato Tradycja budowania szopek sięga XIII w. Jej prekursorami byli franciszkanie, choć później zaczęli ją kultywować członkowie innych zakonów. Każdy szukał sposobu na stworzenie najpiękniejszej. Twórcy prześcigali się w coraz bardziej fantazyjnych formach i dekoracjach. Jedno pozostawało niezmienne: wykonany z drewna model stajenki musiał przypominać tę biblijną. W jej środku umieszczano figurki postaci, które uczestniczyły w scenie Bożego narodzenia. Jeszcze w średniowieczu szopki zaczęły pojawiać się nie tylko w kościołach, lecz także w przestrzeni publicznej. Ich prezentacji często towarzyszyły jasełka, cieszące się dużym zainteresowaniem. W tamtym czasie szopkarstwem zajęły się też osoby świeckie. Wśród krakowskich artystów amatorów przeważali żacy, uczniowie szkół parafialnych i rzemieślnicy. To właśnie oni wpadli na pomysł zastąpienia drewnianej konstrukcji okazałą budowlą, nawiązującą do architektury stolicy Małopolski. – Bogato zdobione szopki miały wzbudzać zainteresowanie arystokratów, którzy wypłacali twórcom wynagrodzenie za odgrywanie przedstawień jasełkowych w ich domach. W XIX w. wielu krakowskich murarzy i cieślów, hobbystycznie zajmujących się szopkarstwem, mogło dzięki temu zarobić trochę pieniędzy. Wystawianie jasełek było istotnym źródłem dochodu zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy nie mieli pracy w swoich zawodach – opowiada Katarzyna 1937 r. odbył się pierwszy Konkurs Szopek Krakowskich. Wówczas mieszkańcy wybierali najpiękniejsze spośród 86 zgłoszonych prac. Tradycja ta jest kultywowana do dziś. Najpierw twórcy prezentują swoje dzieła pod pomnikiem Adama Mickiewicza, później przechodzą w barwnym korowodzie do Muzeum Krakowa, gdzie jury wybiera zwycięzców w trzech kategoriach: seniorzy, młodzież i dzieci. W pierwszej nagrody są przyznawane w czterech grupach: duże (powyżej 120 cm wysokości), średnie (od 120 do 70 cm), małe (od 70 do 15 cm) i miniaturowe (do 15 cm). W tym roku w konkursie wystartowało 40 i gramofonŻeby szopka mogła zostać uznana za krakowską, musi spełnić kilka wymogów. Do jej budowy trzeba wykorzystać takie materiały jak tektura, dykta, drewno i papier, a ściany należy obkleić staniolem, czyli cienką kolorową folią. Budowla powinna być symetryczna i składać się z kilku kondygnacji oraz z co najmniej trzech wież. Warto czerpać inspiracje z bazyliki Mariackiej, kaplicy Zygmuntowskiej, Zamku Królewskiego, Barbakanu, Sukiennic czy Bramy Floriańskiej. Ważnym punktem odniesienia dla współczesnych twórców pozostaje model stajenki wykonany przez murarza Michała Ezenekiera pod koniec XIX w. Budowla z charakterystyczną cebulastą kopułą jest najstarszą szopką przechowywaną w Muzeum Etnograficznym w zgromadzone na wystawie skrzą się złotem, uzupełnionym zielenią, czerwienią i granatem. Większe są podświetlone, mają też elementy ruchome. – Kiedyś wykorzystywano do tego celu zwykłe żarówki i prosty mechanizm gramofonowy. Dzisiaj twórcy mają do dyspozycji znacznie bardziej zaawansowane narzędzia. Dzięki rozwojowi technologii szopki cały czas ewoluują, z roku na rok są coraz ciekawsze – mówi dr Mariusz Klarecki, kurator intrygujących budowli stanowią ich „mieszkańcy”. W środku znajdujemy nie tylko figurki Jezusa, Maryi, Józefa i Trzech Króli, lecz także legendarnych postaci, Szewczyka Dratewki, Smoka Wawelskiego, Stańczyka, Lajkonika i Pana Twardowskiego. Nie brakuje osób zasłużonych dla naszej historii, np. Józefa Poniatowskiego, Tadeusza Kościuszki, Adama Mickiewicza, Jana Matejki i Jana Pawła II. W szopkach wykonanych z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości pojawiają się Józef Piłsudski, Roman Dmowski oraz Ignacy Jan chętnie nawiązują do współczesnych wydarzeń. Na wystawie oglądamy szopkę upamiętniającą Światowe Dni Młodzieży, zorganizowane w Krakowie w 2016 r. Jesteśmy świadkami sceny, w której papież Franciszek pozdrawia pielgrzymów z okna pałacu biskupiego przy ul. Franciszkańskiej 3. Naszą uwagę przykuwa też niewielka budowla, przygotowana na stulecie Wisły Kraków. Na trybunach okalających żłóbek stoją kibice, trzymający w dłoniach szaliki z emblematem ulubionego klubu piłkarskiego (ciekawe, co o tym sądzą zwiedzający wystawę kibice Legii…). W innych szopkach pojawiają się nawiązania do pandemii COVID-19 – niektóre postacie noszą przetrwaNa wystawie w pałacu Pod Blachą przeważają prace dwóch szopkarskich klanów: Malików i Markowskich. Niektóre dzieła zostały wykonane przez jednego artystę, inne przez całe rodziny. – Ta tradycja jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, a umiejętności są zazwyczaj kształtowane w relacji mistrz–uczeń. Znamy jednak także historie osób, które nie miały wśród swoich bliskich żadnego szopkarza, ale zainteresowały się tym rzemiosłem. Niektórzy uczestniczyli w warsztatach organizowanych w Muzeum Krakowa – mówi Katarzyna zależności od rozmiarów wykonanie jednej szopki zajmuje od kilku miesięcy do nawet dwóch lat. Większość artystów zaczyna od szkicu. Maciej Moszew, biorący udział w Konkursie Szopek Krakowskich nieprzerwanie od 1961 r., z marszu przystępuje do pracy. Do ostatniego momentu nie wie, jaki będzie rezultat. Na budowę jednej ze swoich ostatnich szopek poświęcił 4 tysiące godzin. „Ja tak dziwnie pracuję, że projektuję szopkę w 3D w mojej pamięci” – mówił w jednym z artysta, który zabrał głos w wyświetlanym w ramach wystawy filmie „Kraków szopką opowiedziany”, wyjaśniał, że w trakcie pracy robi sobie przerwy na spacery po mieście, ponieważ jest ono dla niego największą inspiracją. Na fascynację szopkarzy Krakowem zwraca także uwagę dr Klarecki. – To oni są najlepszymi obserwatorami tej charakterystycznej architektury. Potrafią z niej wyłuskać najciekawsze elementy, których mieszkańcy nie dostrzegają na co dzień – mówi szopkarstwa kiedyś odejdą. Kto ich zastąpi? Nasi rozmówcy przekonują, że młodych adeptów z całą pewnością nie zabraknie. Już dzisiaj duże sukcesy w konkursach odnoszą piętnastoletnia Emilia Krawczyk i trzydziestoletni Filip Fotomajczyk. Nie trzeba być jednak mieszkańcem Krakowa, aby dołożyć małą cegiełkę do podtrzymania tej tradycji. Udowodnił to dr Klarecki, który wraz z synem zbudował intrygującą szopkę z klocków Lego (wśród postaci stojących przy żłóbku pojawia pielęgniarka, to kolejne nawiązanie do pandemii). Pod tym nietypowym dziełem umieszczono krótką zachętę do działania: „Po powrocie do domu spróbuj swoich sił, budując własną szopkę z papieru lub klocków”. To co, zaczynamy?•

do szopy do szopy wszyscy